POLAND WELCOME BACK

15.07.2009 :: 14:53 Komentuj (22)

...

ŻYCIE NA LOTNISKACH

15.07.2009 :: 14:52 Komentuj (4)

Bolało. Wydaje mi się, że komuś, kto nigdy tego nie przeżył, ciężko wyobrazić sobie uczucie, kiedy po roku spędzonym z najwpanialszymi ludźmi jakich poznało się w życiu trzeba się nagle pożegnać, odwrócić i odejść. Równie ciężko to uczucie opisać. Jeśli dochodzi do tego stres związany z utratą lotu ("Tak, pani samolot odleciał 15 minut temu, przed kilkoma dniami została zmieniona godzina, nikt pani nie informował? Dziwne.."), oczekiwaniem na liście rezerwowej ("Jest pani piętnasta, być może 14 osób czekających przed panią zrezygnuje, wtedy doleci pani do Sao Paulo na czas i zdąży na lot do Europy") i ostatecznie kupnem nowego biletu ("Należy się 1000 reali")- można nie wytrzymać.

Ostatnie spojrzenia i uściski pamiętam jak przez mgłę (mgłę bez wątpienia stanowiły wydobywające się z moich oczu hektolitry łez, bo pogoda w Recife była tego dnia wyjątkowo ładna, jak na zimę). Myślę, że był to jeden z gorszych momentów w moim życiu, więc bardzo się cieszyłam, że nie trwał zbyt długo- w przeciwnym razie nie zdążyłabym na samolot do Sao Paulo. Pasażerowie na pokładzie najwidoczniej przejęli się widokiem zapłakanej dziewczynki z trzema torbami, pluszowym psem, marynarką z powpinanymi z nią dziwadłami i wielkim plakatem "IGA, ZAWSZE BĘDZIESZ W NASZYCH SERCACH, bardzo cię kochamy, wracaj szybko!". Ich ewidentnie współczujące spojrzenia i pytania, czy przypadkiem nie potrzebuję pomocy były jednak bardzo miłe. Mimo wszystko nikomu nie udało się mnie pocieszyć, a kiedy zabrałam się za czytanie listów pożegnalnych, które dostałam od przyjaciół na lotnisku.. Ałć. Do tej pory nie jestem w stanie ich czytać bez wzruszenia.

[photos]

Na lotnisku w Sao Paulo zrobiło mi się troszkę lepiej. Powodem bez wątpienia było niespodziewane spotkanie z Olą, która była na wymianie w Belo Horizonte, jej niemieckiego kolegi, a kilka chwil później również Lindsey z Kanady. Cztery godziny oczekiwania minęły nam wyjątkowo szybko. A później działy się dziwne rzeczy...

[photos]

W kolejce do gate'u podszedł do mnie młody Brazylijczyk. Zobaczył marynarkę Rotary i postanowił zagadać, bo, jak się okazało, kilka lat temu również był na wymianie- w Turcji. Zaskakujące było to, jak łatwo nawiązaliśmy kontakt i jak wiele mieliśmy tematów do rozmowy, nie mówiąc już o tym, że odkryliśmy iż mamy wspólnych znajomych. W samolocie było jeszcze ciekawiej. Jakaś pani, pragnąc usiąść obok swojej przyjaciółki, zapytała mnie, czy nie chciałabym zamienić się z nią miejscami- dzięki temu siadłam przy oknie. I na moje nieszczęście zaczęłam obserwować ludzi. Obok mnie usiadł gruby chińczyk w średnim wieku- śmierdział wysokoprocentowym napojem alkoholowym i przez pierwsze kilkadziesiąt minut lotu usilnie próbował porozumieć się ze mną za pomocą swojego dziwnego języka (mam na myśli oczywiście język chiński, a nie część ciała). Obok Chińczyka siedział portugalskojęzyczny mnich z Tybetu w długiej, czerwonej sukience (lub, jak kto woli- habicie). Moje zainteresowanie wzbudzili również pewni starsi państwo, kobieta w zaawansowanej ciąży, młody mężczyzna pracujący na laptopie i kilkudziesięcioosobowa młodzieżowa drużyna piłkarska wraz z trenerami i lekarzami, czyli.. standardowy zestaw każdego przeciętnego filmu katastroficznego, w którym samolot zostaje porwany przez terrorystów lub innych wariatów. Każdy film tego typu rozpoczyna się przedstawieniem bohaterów, którzy spokojnie siedzą już na swoich miejscach i czekają na start samolotu, a później albo pomagają w obaleniu porywaczy, albo zostają przez nich zastrzeleni. Mimo to pocieszał mnie fakt, że zazwyczaj udaje im się jednak przeżyć i ostatecznie docierają do celu. I ja też dotarłam, a moje wszelkie obawy zniknęły wraz z włączeniem filmu, po którego pierwszych 15 minutach prawdopodobnie chrapałam na cały regulator. Obudziłam się po 9 godzinach, już nad Europą. Idealnie na śniadanie.

Na lotnisku w Amsterdamie mój nowy znajomy pomógł mi w niesieniu bagażu podręcznego (mogę się założyć, że najcięższego w historii lotnictwa) oraz w znalezieniu odpowiedniego wyjścia, po czym pożyczył miłego powrotu do domu i udał się na kolejny samolot. Ja, coraz bardziej podekscytowana, czekałam na ostatni już lot około dwóch godzin, słuchając przy okazji pierwszych masowych rozmów w języku polskim, ale mimo wszystko nie przyznając się nikomu do jego znajomości. Półtoragodzinny lot na Okęcie minął bezboleśnie.

IMPREZA POŻEGNALNA

15.07.2009 :: 14:51 Komentuj (1)

Mój pokój przypominał favelę. Wszędzie porozrzucane ubrania, papiery, poobwijane w folię pamiątki. Kiedy doszły do tego składniki kuchni brazylijskiej, które przed południem kupiłam z Marią Clarą, zaczęłam mieć poważne wątpliwości, czy uda mi się to wszystko zabrać do Polski. Stwierdziłam, że będę się o to martwić w nocy.
Przygotowanie imprezy poszło sprawnie. Napoje kupiliśmy jeszcze przed wyjazdem do Gravata, przekąski i słodycze czekały gotowe do odebrania. Kilka osób przyszło wcześniej, porozstawialiśmy stoły, przygotowaliśmy nakrycia. Wieczór zapowiadał się wspaniale.
I taki był. I nie szkodzi, że nie mogłam przestać mysleć o wyjezdzie, że każde ciepłe słowo, każdy upominek, pamiątka, czy list wywoływały u mnie takie wzruszenie, że prawie ciągle płakałam, a każde spojrzenie utkwiło w mojej pamięci na długo i tak naprawdę większośc z nich pamiętam do tej pory. Przyszli wszyscy najważniejsi dla mnie przyjaciele, bez wyjątków, bez wykrętów i wymówek. Wybuchowa mieszanka w postaci wymieńców i moich brazylijskich znajomych poskutkowała bez wątpienia jedną z najbardziej szalonych nocy w moim życiu. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo dla większości czytających ten tekst osób byłyby to opowieści dziwnej treści, z pewnością niezrozumiałe. A zdjęcia prezentują czystą prawdę:

[photos]

Kiedy wszyscy się rozeszli (a uwierzcie, że trwało to długo), zostaliśmy we trójkę- ja, Cathie i Daniel. Nie mam pojęcia, jak wyrobiłabym się z pakowaniem do godziny 8 rano, gdyby nie ich pomoc. W międzyczasie dojadaliśmy jeszcze łososia z jabłkami w syropie klonowym- specjalność Cate i zarazem mój prezent pożegnalny (o którym mówiłam jej chyba już pół roku, pycha!!). A godziny mijały bezlitośnie szybko. Zdecydowanie za szybko..

OSTATNIE 4 DNI

15.07.2009 :: 14:50 Komentuj (1)

Minęły bezlitośnie szybko. Były mieszaniną pakowania, pożegnanań, zakupów, imprez, śmiechu, płaczu, strachu i przedwczesnej lecz w pełni wytłumaczalnej tęsknoty. Przyjaźń i miłość widoczna we wszystkim, co robili dla mnie bliscy wywoływała we mnie poczucie szczęścia, ale jednocześnie smutek i żal związane z opuszczeniem tego, co naprawdę kochałam. Wyjazd zaczęłam odczuwać w środę, po powrocie z Gravata. Wieczorem wybrałam się z Cathie i Danielem na pożegnalne sushi. Była to ostatnia okazja, przy której mogliśmy spokojnie porozmawiać, powspominać, chwilami też wspólnie pomilczeć i 'poniedowierzać', że za cztery dni wszystko nagle się skończy...
Czwartek był dniem imprezy pożegnalnej Manon z Francji. Noc minęła pod znakiem przejażdżek śmiercionośnymi autobusami, caipirinhii instant na litry oraz ucieczek przed rekinami w oceanie. Tańczyliśmy, śpiewaliśmy, biegaliśy po plaży, wspominaliśmy przeszłość i planowaliśmy przyszłość, rozumiejąc przy tym sens wymiany i znaczenie przyjaźni międzynarodowych. Było magicznie.
Piątkowe przedpołudnie poświęciłam na pakowanie większej walizki. Czułam się dziwnie i chyba nie do końca wiedziałam "co, gdzie i do czego". Na szczęście z domu wyrwała mnie Carmen, moja nauczycielka portugalskiego. Pojechałyśmy do restauracji położonej nad oceanem, w dzielnicy Boa Viagem, którą tego dnia miałam okazję odwiedzić po raz ostatni... Do wspólnego obiadu dołączył Daniel, którego Carmen chciała poznać już od dłuższego czasu. Dwie godziny minęły nam miło i niesamowicie szybko, a pożegnanie z Carmen, której bardzo dużo zawdzięczam, było dokładnie takie, jak je sobie wyobrażałam- trudne i smutne.
Kolejne godziny? Spacer brzegiem Atlantyku, ostatnie acai w małym, pokrytym liścmi palmowymi barze, przejazd do Recife Antigo, ulice Starego Miasta nocą, Marco Zero i port. Następnie powrót do Casa Forte, pożegnanie w szkole tańca, ostatni samotny spacer na trasie Praca de Casa Forte- dom. Później już tylko łamanie zasad Rotary.
Z soboty pamiętam niewiele. Popołudnie spędziłam u D. Porządkowaliśmy i przegrywaliśmy zdjęcia. Wieczorem byłam na rodzinnej kolacji. Nie z moją rodziną. A kolacja przeciągnęła się do rana.
W niedzielę przyszedł czas na moją imprezę pożegnalną...


Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket


FESTAS JUNINAS W GRAVATÁ

15.07.2009 :: 14:50 Komentuj (0)

...

UWAGA, BĘDĘ UZUPEŁNIAĆ!

15.07.2009 :: 14:46 Komentuj (10)

Po pierwsze: jestem już w Polsce. Bloga nie uzupełniałam z totalnego braku czasu podczas moich ostatnich dni w Brazylii, a także po powrocie do domu. Pożegnania, powitania, łzy rozpaczy, łzy szczęścia, próby wykorzystania ostatnich chwil z brazylijskimi przyjaciółmi, "poprzyjazdowe" zabijanie tęsknoty, nadrabianie straconych momentów z rodziną i przyjaciółmi z Polski.
Tęsknię za Brazylią, ale jestem szczęśliwa. Przez jakiś czas po powrocie nie byłam jednak w stanie nawet oglądać zdjęć z moich ostatnich dni na wymianie. Dzisiaj, kiedy emocje już trochę opadły, a patrzenie na fotografie przyjaciół nie wywołuje dzikiego płaczu, a "jedynie" smutek i tęsknotę, postanowiłam dokończyć moją stronę. Proszę jednak o cierpliwość, bo nawet, jeśli minęły już 2 tygodnie od mojego powrotu, to jeszcze nie zdążyłam nacieszyć się domem. Ach, to jest właśnie życie exchange studenta...

ROZSTANIA, POWROTY I PAKOWANIE

19.06.2009 :: 17:24 Komentuj (5)

Dziś znowu piszę speedem. Wszystko jest świetnie! Czas mija wprawdzie zbyt szybko, zdecydowanie szybciej niż zwykle. Skłania to jednak do wzięcia się za siebie, zapomnienia (jeszcze przez chwilę) o przyszłości, KO-RZY-STA-NIA z teraźniejszości.
Skończyłam szkołę. Wczoraj po raz ostatni wystukałam na klawiaturze kod 43 wchodząc do Colegio NAP, po raz ostatni przespałam się na lekcji fizyki, po raz ostatni przeszłam się korytarzem zwiedzając przy okazji wszystkie możliwe zakamarki. Pożegnałam się z Lusinete- profesor historii, której lekcje nie równały się z lekcjami żadnego innego nauczyciela oraz z profesorem Siusiakiem, który i tak za miesiąc pewnie już nie będzie o mnie pamiętał. Na geografii uważałam jak nigdy dotąd, robiąc wszystkie zadane ćwiczenia i czerpiąc z tego niewytłumaczalną przyjemność. Na koniec dnia odebrałam dokument o uczęszczaniu na lekcje i brania czynnego udziału w życiu NAP. W czwartek muszę wpaść jeszcze na moment, pożegnać się z resztą nauczycieli, dyrektorem, koordynatorami i, rzecz jasna- z przyjaciółmi. Ajajj..
Wczoraj również wróciła do Recife Marcela- moja host siostra, która spędziła rok na wymianie w Filadelfii, USA. Na lotnisko przyjechało mnóstwo osób, w tym prawie cała rodzina i bardzo dużo przyjaciół. Czekaliśmy ponad godzinę robiąc przy tym niezłe zamieszanie i jeszcze większy hałas oraz wzbudzając ogólne zainteresowanie tłumu. Kiedy w końcu pojawiła się w wejściu na halę przylotów, to... AAAaaaaAAAAAaaaAAaaaaaaaa!!! I tyle było ją słychać. I widać również. Zginęła pod kupą (to chyba jest najlepsze określenie) rzucających się na nią przyjaciółek:) Były okrzyki, śmiech i łzy wzruszenia, a kiedy wszystko wróciło do normy przemieściliśmy się do domu, gdzie goście przychodzili jeszcze do późnych godzin nocnych.
Jeśli jesteśmy już przy lotniskach, przyjazdach, wyjazdach itp.- we wtorek pożegnaliśmy Ellen. Na lotnisku wprawdzie nie było czasu prawie na nic, bo przyjechała 40 minut przed lotem, co pozwoliło jedynie na nadanie bagażu, niemal bieg do gate'ów, kilka zdjęć i zaledwie kilka łez, ale 2 dni wcześniej spotkaliśmy się wszyscy w restauracji meksykańskiej i urządziliśmy jej porządne pożegnanie. W poniedziałek spędziłyśmy razem całe popołudnie i wieczór. Najpierw ostatnia wspólna lekcja samby, później biegiem do sklepu muzycznego, następnie kupić brazylijskie bikini, a na koniec jedzenie i cachacę:) Ellen zaczęła pakować walizki w wieczór przed wyjazdem..

A ja? A ja już pakuję moje. Jeszcze dzisiaj albo jutro wyjeżdżamy całą rodziną do miasteczka Gravata, gdzie host rodzice wynajęli ogromny dom. Spędzimy tam święto São João i wracamy dopiero w środę wieczorem, więc nie będę miała czasu na przygotowanie wszystkiego po powrocie. Zapowiada się super!!! Poza tym w niedzielę 28.06 organizujemy imprezę pożegnalną (moją i Sol z Ekwadoru, która wyjeżdża dzień po mnie)! Po wczorajszym ucięciu listy gości zaproszonych zostało 107 osób.. Kocham Brazylię!!;)

Zdjęcia:

W sobotę po Walentynkach postanowiłam z Cathie odkryć nieznane... Trop zaprowadził nas nad rzekę Capibaribe, gdzie na samym jej brzegu, w otoczeniu lasu i "favelastej" dzielnicy rozpadających się domów znalazłyśmy Capibar- miejsce dziwne, nieco magiczne, bardzo różniące się od wszystkich innych miejsc, jakie do tej pory odwiedziłyśmy:

Photobucket
Wejście do baru.

Photobucket
Widok z tarasu.

Photobucket
Większość elementów zrobiona jest ze śmieci, które właściciele baru wyłowili z zanieczyszczonej rzeki Capibarbe.

Photobucket
Widok z tarasu na drugą stronę.



Niedziela, pożegnanie Ellen w El CHicano:

Photobucket
Ellen z siostrami i "szwagrem".

Photobucket
Ja, Ellen, Cate.

Photobucket
Moi NAJ.

Photobucket
Again <3

Photobucket
Przyjaźń (bardzo) międzynarodowa.


Poniedziałek, szkoła tańca Diverso:

Photobucket
Z naszą instruktorką Lucianą po ostatniej lekcji samby.

Photobucket
I sala taneczna, na której spędziłam wiele wspaniałych godzin mojej wymiany.


Wtorek, lotnisko Guararapes, wyjazd Ellen:

Photobucket
Z Cathie w Subway'u czekając na spóźnioną Ellen.

Photobucket
Ellen z pierwszą host mamą- Marią Clarą i drugą (moją niedoszłą drugą host mamą)- Lea'ą.

Photobucket\
W drodze do gate'ów.

Photobucket
Nie, nie, Ellen! Zawracamy!!

Photobucket
Zdjęcie pożegnalne.

Photobucket
I ostatni uścisk.



Środa i czwartek, NAP:

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket


Resztę dokończę później, muszę się pakoooooooować!!!



NOWE FILMY

16.06.2009 :: 19:56 Komentuj (0)

W linkach po prawej stronie pojawiły się 3 nowe filmiki: z lekcji samby z Ellen, forró w Caruaru z Felipe i meczu Brazylia-Paragwaj. Zapraszam do obejrzenia!:)

POCZĄTEK KOŃCA, CZASU BRAK...

13.06.2009 :: 20:58 Komentuj (3)

Jeju, jeju, nie pisałam chyba ze 100 lat, ale ostatnio tak dużo się dzieje, że najzwyczajniej nie mam czasu! Komputer włączam tylko po to, aby sprawdzić maile (na które też czasem nie odpisuję, bo nie mam kiedy) i ewentualnie zgrać zdjęcia z aparatu. A zdjęć robię ostatnio sporo.
Po pierwsze nawiązałam kontakt z organizacją "Eu Sou Bem", która pomoga biednym dzieciom z faveli. Dwa razy miałam szansę odwiedzić jedną z dzielnic faveli Coque (mającej miano najbardziej niebezpieczniej w Recife), oczywiście w towarzystwie ochrony, a także z telewizją Globo, która jeszcze tego samego dnia nadała nasz program na całą Brazylię. Było to niezwykle ciekawe doświadczenie, przynoszące wiele satysfakcji i radości, ale także skłaniające do myślenia nad tym, co dzieje się na świecie...
Po drugie byłam na meczu reprezentacji!! Brazylia wygrała z Paragwajem 2:1 uszczęśliwiając ponad 50 tysięcy fanów zebranych na stadionie Santa Cruz w Recife. Atmosfery, która tam panowała nie da się porównać z niczym innym! Teraz zdałam sobie sprawę, że chyba za bardzo wczułam się w rolę fana, bo moje gardło ucierpiało znacznie, ale naprawdę nie dało się inaczej:) Okrzyki, bicie serca, dziwne uczucie w brzuchu za każdym razem, kiedy dochodziło do niebezpiecznych sytuacji... Może poczucie przynależności do kraju? Śpiewając hymn Brazylii trzymałam rękę na sercu. Wliczając również wydarzenia "pomeczowe", o których niestety nie mogę napisać na blogu exchange studenta Rotary, była to jedna z najlepszych nocy mojej wymiany i z pewnością zapamiętam ją na bardzo długo!
Po trzecie: FESTA, FESTA, FESTA! Czerwiec jest miesiącem święta São João- jednego z najważniejszych świąt dla Nordestinos (Brazylijczyków z północnego-wschodu). Wszyscy jeżdżą do pobliskich miast w interiorze (Caruaru, Campina Grande, Gravatá), piją cachaçę i tańczą forró. Ja, jak na razie, zaliczyłam to pierwsze, spędzając całą sobotnią noc z grupą forró ze szkoły tańca, w której uczę się brazylijskich rytmów. Było świetnie! W linkach po prawej stronie już niedługo pojawią się krótkie filmiki z tej imprezy. Oprócz tego w mojej szkole trwa właśnie tydzień corocznych rozgrywek wewnętrznych. Mecze piłki nożnej (dla chłopców) i ręcznej (dla dziewcząt) odbywają się codziennie. Meczom towarzyszą festy.Największa i najważniejsza była w poniedziałek, podczas otwarcia całej imprezy. W teatrze UFPB przez ponad 3 godziny reprezentowały się grupy taneczne, walcząc o miano mistrza Colégio NAP. Tematem przewodnim była magia bajek Disneya, a "minimusicale" przygotowane przez uczniów wypadły w pełni profesjonalnie. Później był czas dla trzeciego roku, czyli dla nas. W przygotowanych wcześniej, identycznych ubraniach wyszliśmy na scenę i przez 20 minut tańczyliśmy na oczach reszty uczniów, nauczycieli, rodziców i innych widzów, improwizując totalnie, ale za to bawiąc się niesamowicie. Następnie było ogłoszenie wyników (3 rok zajął 2. miejsce) oraz impreza, która trwała do 5 rano, nie pozwalając wiekszości uczniów na pójście do szkoły następnego dnia. Mi nie pozwoliła na pójście do szkoły do końca tygodnia..;)
Przedwczoraj odwieźliśmy na lotnisko Caio, który wyruszył do Europy na swoją krótkoterminową wymianę Rotary. Nie lubię pożegnań. Nie lubię żegnać się z kim wiedząc, że mogę go już nigdy w życiu nie zobaczyć. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję. Chyba nie wyobrażam sobie mojego wyjazdu.
Wczoraj były Walentynki.

Czas na zdjęcia. Uwaga, będzie duuuuużo.

3 czerwca '09
Favela Coque, wizyta z organizacją "Eu sou bem" i telewizją Globo.

Photobucket
Cała grupa z organizacji.

Photobucket
Smutna rzeczywistość.

Photobucket
Z moim ulubieńcem.

Photobucket
Chłopcy z koszulką reprezentacji z podpisami piłkarzy.



6 czerwca '09
Show forró w Caruaru ze szkołą tańca Diverso.

Photobucket
Cała grupa.

Photobucket
W mniejszym gronie.

Photobucket
Z Lucianą i Bruno- moimi profesorami.

Photobucket
Z Ellen.

Photobucket
I tańcząc najlepszy taniec..


8 czerwca '09
Otwarcie rozgrywek wewnętrznych Colégio NAP.

Photobucket
Musical Hercules- 3 rok.

Photobucket
Manoel, ja, Renata i Mariana.

Photobucket
Z Rayannie i Willem, ex-wymieńcem Rotary.

Photobucket
Nawiązując do Disneya... Piękne i Bestie;)

Photobucket
Z Vanessą.

Photobucket
I z Mileną.


9 czerwca '09
Wizyta na faveli nr 2. Myślę, że te zdjęcia nie wymagają komentarzy...

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket

Photobucket


10 czerwca '09
Mecz Brazylia-Paragwaj.

Photobucket
BRASIIIIIIIIIL!!!

Photobucket
Tuż przed rozpoczęciem spotkania.

Photobucket
Ellen, Daniel i ja.

Photobucket
Vaaaaaaai meu filho!;d

Photobucket
<3

Photobucket
Po meczu:)

Photobucket
Brasil 2014... Czuję, że mnie to nie ominie!

11 czerwca '09
Pożegnanie Caio na lotnisku.

Photobucket
Ostatnie zdjęcie ze swoimi dziewczynami...

Photobucket
..i tchau.


12 czerwca '09
NAP

Photobucket
Z Renatą na szkolnej sali gimnastycznej.

Photobucket
Ja, Eduardo od geografii, który uczył mnie w 2 klasie i Renata.

Photobucket
Zdjęcie pożegnalne z ulubionym nauczycielem i dyrektorem szkoły.


Uff...


PREZENTACJA ROTARY

02.06.2009 :: 07:11 Komentuj (5)

Piszę szybko, bo u mnie minęła już (a może dopiero?) 2 nad ranem. W każdym bądź razie dla mnie jest późno, za 4 h muszę wstać do szkoły. Ale ja nie o tym... Prezentacja o Polsce, którą przedstawiłam dziś wieczorem na zebraniu Rotary wypadła prze-wspa-nia-le! Jestem w tym momencie bardzo szczęśliwym człowiekiem, rozpiera mnie duma i nie mogę przestać się cieszyć oglądając poniższe zdjęcia:) Siedzenie przy komputerze do 3 nad ranem w niedzielę i poniedziałkowe "doszlifowywanie szczegółów" od 8.00 do 16.00 opłacało się i mimo zawrotów głowy, które utrudniały mi życie już na kilka godzin przed występem, wszystko poszło zgodnie z planem! 20-minutowy pokaz podobno wyszedł w pełni profesjonalnie i zachwycił wszystkich, a gromkie brawa i gratulacje oraz miłe słowa członków RC, w tym prezydenta oraz mojego counselora, były dla mnie największą nagrodą:)

Zdjęęęęciaaaa:

Photobucket
Początek zebrania.

Photobucket
Przed rozpoczęciem prezentacji.

Photobucket
iii.. jedziemy!

Photobucket
Nie ma to jak dobra mina..;)

Photobucket
Iga Paulina x2

Photobucket
Sol (Ekwador), Ellen (USA), Cathie (Canada), ja oraz sekretarz i prezydent RC Recife Casa Amarela.

Photobucket
Nasza "Rodzina Rotariańska".

Photobucket
Counselor Afonso Gutemberg z żoną.

Photobucket
"Ciociunia" <33

Photobucket
Z Cate :)



Boa noite!!





Lay&html by me



iguuuana@yahoo.com

igabanaszkiewicz
@hotmail.com
(MSN)


gg: 7630900

skype: IgaBan


My Brazil For You


[Księga gości]




A r c h i w u m

2015
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



L i n k i

YEP-Online
Rotary D-2230
ee..a co jest to Rotary?
Rotary Youth Exchange
Recife (moje miasto)
gdzie jest Recife?

INNI WYMIEŃCY 2008/09
Kinga (Sao Paula, Brazylia)
Kacper (Pachuca, Meksyk)
Paulina (Oaxaca, Meksyk)
Kuki (Fortaleza, Brazylia)
Hanka (Pachuca, Meksyk)
Marzen (Floryda, USA)
Nika (Tijuana, Meksyk)
Johny (Minnesota, USA)
Dominika (Puerto Escondido, Meksyk)
Filip (Texas, USA)
Olimpia (Kansas, USA)
Gugi (Kentucky, USA)

Ola w Recife (2009/10)


FILMY
NAP Spice Girls- praca z angielskiego
NAP The Beatles :)
NAP Backstreet Boys- hit absolutny!
Mecz piłki nożnej (Nautico vs Atletico)
Capoeira, Bahia (Viagem do Nordeste)
Foz do Iguacu- Argentina
FORRÓ (Caruaru)
SAMBA (lekcja)
Mecz Brasil-Paraguai Recife 2009 gooool!